Mamy świadomość, że nasza teraźniejszość jest powiązana bezpośrednimi więzami z przeszłością i przyszłością. Przełom stuleci rozgrywał się i rozgrywa na płaszczyźnie duchowej, na gruncie myślenia, w sferze materializacji nauki i wiedzy, natomiast niemal wcale nie dotknął naszych ciał i moralności, a przecież "zrobił z nas nowe byty" [Teilhard De Chardin, 1990: 180]. Wynikiem tego jest uświadomienie sobie ruchu, który nas spycha, ale i siła wewnętrzna "nabrzmiałych problemów, jakie stawia przed nami praktyka ludzkich dążeń, gdy poddajemy ją refleksji" [Teilhard De Chardin, 1990: 180]. Wydaje się, że weszliśmy w "wiek ryzyka" (N. Luhmann). Jeśli w okresie konstytuowania się źródeł przemian (będących przyczyną naszych obecnych problemów) dominowały oraz działały jako czynnik aktywizujący przede wszystkim niedostatki (np. bieda materialna, niedostatek energii czy ogólnie - niedostateczna władza człowieka nad przyrodą), to obecnie odczuwamy raczej deficyt człowieczeństwa, moralności i duchowości. W pewnym sensie rzec można, że nasze pragnienie siły nie uczyniło nas silniejszymi, lecz raczej w płaszczyźnie fundamentalnych podstaw istnienia pogłębiło naszą bezsiłę. Zbyt gorące pożądanie siły przekształciło się w swego rodzaju bezsiłę. Gdy oglądamy się za siebie w celu zrozumienia wszystkich meandrów drogi, którą kroczymy, widzimy zwłaszcza "intelekt, który od początku krok po kroku próbuje przezwyciężyć otaczającą go iluzję bliskości" [Teilhard De Chardin, 1990: 181]. Pogłębia się w nas poczucie dychotomii egzystencjalnej, które nie chce nas opuścić: jesteśmy w przyrodzie, a przecież ją przewyższamy, chcemy się do niej zbliżyć, a przecież się oddalamy, chcemy ją pojąć i zrozumieć, a przecież tajemnica wszechświata ledwie odsłania nam swój rąbek, lecz się nie ujawnia. (fragment tekstu)